Shanti, mechanika nieujawniona

Posted on 09/11/2012 - autor:

0


Shanti, przemiła staruszka, przywodząca na myśl malutką babcię. Nosząca uśmiech przesłanianiający pół twarzy (Arek ma podobnie), dziwaczka mieszkająca w lesie, w którym roi się od niebezpieczeństw. Graczom chyba spodobała się ta postać, a teraz rozkładam ją na czynniki pierwsze. Otóż zacznijmy od insporacji podstawowych, tych które znamy. Zawsze warto umieścić w okolicy lokacji, w której odbywa się sesja, pomocnego Bohatera Niezależnego. Takiego, który pocieszy, pomoże czy opowie jakąś bajkę. No a, jak wiemy, bajki prowadzących to zazwyczaj ładnie opowiedziane sformułowanie ‚Idźcie tam!’. Dobra, tak więc jedziemy. Pamiętacie Urszulę z Małej Syrenki? Zwłaszcza jej piosenkę Poor Unfortunate Soul w Polskiej wersji językowej? Mhm.  To właśnie z tego powodu Shanti zaczęła parać  się magią. Miałem tylko jeden problem: nie chciałem kopiować Zielarki Janiny, o której może kiedyś napiszę, a która właściwie żyje własnym życiem. Shanti nie mogła być uzdrowicielką ani, tym bardziej, ordynarną wiedźmą. Musiała cieszyć się szacunkiem i dobrą reputacją, a o to niełatwo. Podążyłem tematem piosenek Disney’a i natrafiłem na Doktora Facilier’a. Moment, gdy laleczki zaczynają tańczyć będzie mnie prześladował do końca życia. Graczy także. Otóż uznałem, że ta przemiła staruszka będzie zajmować się voodoo. Tylko, że to byłoby takie… oczywiste. Niemniej to było jasne dla mojej drużyny. Teraz pora na trochę zabawy. Część lasu, w której mieszkała Shanti, była otoczona małymi totemami. Stworzone z kości bardzo przypominały szkielety dzieci. Tworzyły barierę odstraszającą demony, więc liczyłem, że ktoś z graczy ją naruszy i zniszczy jeden totem. Przeliczyłem się. Gracze to złe, popikane, kreatury. W każdym bądź razie już wiedzieli, że coś jest nie do końca zgodne z plotką o przemiłej staruszce Shanti. Niemniej samotny (!) czarodziej dotarł do jej chatki. Półki pełne szmacianych laleczek, a w kącie Shanti wrzuca różne, kompletnie niemagiczne, składniki do kociołka z którego dobywa się gryzący dym i zielone światło. Krótka rozmowa, parę spotkań i nawiązują dłuższą współpracę z Shanti. Tylko, że zażyczyła sobie dość nietypowego wynagrodzenia: uszycia laleczek reprezentujących każdą osobę w drużynie. Oczywiście laleczki się ruszały, pomagały staruszce i wykonywały jej polecenia. Niestety, nie potrafiły mówić. Całą komunikację z ‚żywymi’ załatwiały poprzez uniesienie rączek do góry i machanie całym tułowiem na ‚tak’ lub ‚nie’. Zabawne przeżycie, odpowiadać w ten sposób rycerzowi i bardce. Nikt z drużyny nie zauważył laleczki przypominającą samą Shanti.

Teraz pora na garść wyjaśnień. Choć wiesz co? Nie wyjaśnię wszystkiego.
Shanti nawiązała kontakt z istotą spoza piekieł czy niebios. Nie wiem jak, ani nie wiem kiedy, ale udało jej się porozumieć i stworzyć kociołek, dzięki któremu może wymieniać się towarami i usługami z istotą. Dostaje potężne, choć cuchnące, galaretowate mikstury lecznicze i inne, na wpół legalne, towary alchemiczne. Chętnie wymienia je na laleczki, które działają dokładnie tak, jak laleczki voodoo. Tylko, że są słodsze, ładniejsze i bardziej miękkie. Do czego chce ich użyć? Nie wiem, nie rozmawiałem z nią na ten temat. Na pewno parę razy wykorzystałaby laleczki do uleczenia rannych osób, ale na pewno w jakimś celu. Zakładałem, że rzuciłaby klątwę pod koniec, gdy gracze byliby już kosmicznymi maszynami godnymi Znaku Aprobaty Gnoma.

Liczę na to, że zaczniecie szukać inspiracji w najdziwniejszych miejscach. Jeśli masz jakieś pomysły, sugestie czy komentarze to nie wahaj się ni chwili i pisz.

Reklamy
Posted in: Bohaterowie