On jest szalony!

Posted on 17/03/2013 - autor:

2


Cześć.
Na dziś luźne przemyślenia, które naszły mnie po zerknięciu w notatki sprzed wielu lat. Plus zarys scenariusza, który trafił mnie po spojrzeniu na obraz tytułowy. Szkoda, że nie potrafię rysować.

Nie wiem jak wy, ale u mnie zawsze jest jakiś szaleniec. Może to ma związek z tematyką moich sesji, gdzie dominują emocje, zagadki, a przede wszystkim, olbrzymia ilość niedopowiedzeń. Zdaje mi się, że minęło już wiele lat od ostatniego zdania, brzmiącego mniej więcej:
„Pokonaliście sługi złego boga. To był dobry czyn.”
Miast tego moje drużyny częściej słyszą wymówki w stylu:
„No więc zamordowaliście tych kapłanów, którzy chcieli pomścić śmierć swojego boga. Pamiętacie, że ich bóstwo zostało zdradzone przez boga, którego kapłanom pomogliście?”
Czerń i biel przygód to temat na osobny wpis, więc dziś skoncentruję się na jednym typie bohaterów niezależnych.

Szaleńcy. Znasz Wielką Bitwę Asteriksa? Jeśli pamięć mnie nie zawodzi to Panoramiks był tam wspaniałym przykładem szaleńca w typie, który wykorzystuję. Kręci się po lokacji bez celu, ale zawsze napatoczy się drużynie i zacznie coś mówić. No, a taki BN bardzo lubi mówić. Inna sprawa, czy to co mówi jest czegoś warte, ale na pewno będzie na takie brzmieć. Po co taka postać na sesji? Raz by pokazać, że miejsce do którego wybiera się drużyna wcale nie jest „tylko” zagrażające życiu. Może nie potrafię prowadzić horroru typu Mity Cthulhu, ale nieczęsto słyszę pewność siebie w głosach graczy. Poza tym taka postać często mocno ucina pewność siebie. Gracze nie myślą już, że wejdą, powalczą i wyjdą. Dzięki temu zaczynają troszkę kombinować i kłócić się o to, kto pójdzie na zwiad. Lubię dyskusje w drużynie.
Tak, byliśmy tam. <staruszek obejmuje się swoimi ramionami i zaczynają mu cieknąć łzy> Widzieliśmy co się tam dzieje. Nie wrócimy tam, nie, nigdy, nie!
Dwa, by wrzucić źródło informacji. Czasami łżę jak tylko mogę, ale raz na jakiś czas wariat powie coś ważnego. Niewiele zaklęć czy umiejętności może pomóc w odróżnieniu prawdy od kłamstw. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia ze schizofrenikiem, który widział coś, czego nie ma. Albo nie zobaczył czegoś, co jest. Tylko który fragment rzeczywistości jest prawdą?
No i po trzecie lubię sobie zwariować. Pal licho standardowe zachowania. Nie ma to jak dobry, szczery i wariacki śmiech gęsto przetykany przerażeniem. Gdy Mistrz wczuwa się w śmiech, strach i wspomnienia BNa, to Gracze za chwilę wpadną w sidła opowieści. Na dodatek nie wymaga to wielkich umiejętności. Pośmiej się zbyt długo pamiętając o przeżyciach postaci, a łzy same zeszklą oczy. Będąc w takim nastroju niełatwo będzie Ci spieprzyć nastrój. A nawet jeśli wymknie Ci się jakaś pierdoła, to gracze rozluźnią się tylko na chwilę i nie pociągną tego dalej.

Pora na obiecany zarys scenariusza.
Seria brutalnych morderstw kobiet wstrząsa miastem. Wszystkie ofiary zostają pozbawione znacznej ilości krwi. Wciągnij w to drużynę jak tylko chcesz, ale ja sugeruję by znajoma kogoś, kogo zna ktoś z drużyny została zamordowana. Miejscowy malarz zgłosi się do bohaterów z informacją o tajemniczym mężczyźnie, który nosi na stryszek jednej z kamienic duże słoje czerwonej farby. Mimo, że nie kupuje jej u niego, a to  właśnie on, jako jedyny w mieście, sprzedaje farby. Miejsce jest mroczne, pełne kartek przedstawiających szkic anioła. Na honorowym miejscu stoi na sztaludze zasłonięty ciemnozielonym materiałem obraz. Myślę, że na miejscu będzie Austrias w wykonaniu Williams’a. Płachta czasami porusza się sama z siebie, a co rusz różne osoby z drużyny słyszą szepty. W pewnej chwili za ich plecami ktoś zacznie się śmiać. Ale będzie to chory, zły i nieludzki śmiech. To śmieje się sprzedawca farb. Bo, widzisz, szaleństwo jest jak grawitacja. Wszystko, czego potrzebujesz to jedno pchnięcie. Dla niego tym pchnięciem było spojrzenie na rysunki. Zwłaszcza, że zaczynają one rozwiewać się w czarnym dymie. W pewnym momencie w pomieszczeniu pojawi się coś. Zaszalej niczym Lovecraft, celej tej sceny jest zniszczenie psychiki BNa. Jeżeli graczom też się dostanie, to jeszcze lepiej. Rób co chcesz, nawet i krwawą walkę, ale co chwilę zaznaczaj, że BN traci rozum. Chcemy by gracze poczuli się winni za stan, w jakim znalazł się artysta.
Od czasu tego wydarzenia zacznie on widzieć więcej. Co gorsza, czasami będzie to prawda. Dlatego też zasugeruj drużynie, by często go odwiedzała. Ty zaś przygotuj sobie coraz mocniejsze wskazówki, że szaleństwo nie zatrzymało się i pochłania coraz większą część umysłu malarza. Aż w końcu zacznie on wrabiać drużynę. Może poczuł się samotny w swoim postrzeganiu świata, a rodzina się od niego odcięła? Tak, bohaterowie na pewno zechą zobaczyć więcej. Pewnego dnia malarz zniknie, a dzień później znowu zaczną umierać kobiety. I to w ten sam sposób. Tym razem stryszek będzie pozbawiony rysunków.

Wchodzicie po starych, drewnianych schodach. Z góry słychać znajomy, przerażająco szalony śmiech. Chyba odnaleźliście przyjaciela. Skradacie się by zaskoczyć porywacza i uwolnić malarza. Otwierasz drzwi i widzisz jak ten właśnie malarz stoi on z pędzlem w dłoni i maluje czerwoną farbą anioła. Nie, po zapachu wiesz, że to nie jest farba. To krew. Pamiętacie co działo się na tym stryszku? Cierpienie, przed którym go nie uchroniliście? I Wy zwiecie się bohaterami… Chichocząc pod nosem malarz odwraca się do Was. Szeroki, zbyt szeroki, uśmiech wcale nie rozjaśnia jego twarzy. W jego oczach widać, że szaleństwo przeżarło się niemalże do ostatnich zakamarków duszy. Wiele czasu zajmie uleczenie jego strzaskanej psychiki. Tylko, że… Jedynym źródłem światła jest mała część sufitu. Tam nie ma dziury, a w snopie światła stoi anielica.

Tutaj opisz obraz tytułowy. Co zdarzy się dalej? Nie mam pojęcia, ale z najwyższą przyjemnością poznam Wasze pomysły.

Pozdrawiam i życzę szczerego uśmiechu
D.

Reklamy