Rozdział I: Żelazna Dama Katarzyna

Posted on 25/02/2015 - autor:

3


Cześć
Zaczynam nową opowieść, tym razem z perspektywy krasnoludzkiej mistrzyni magii, Żelaznej Damy Katarzyny. Akcja zaczyna się w dniu spotkania z Derrinem Oathmasterem z przygody, którą znajdziesz w tym miejscu. Ale nie obawiaj się, nie potrzebujesz wiedzieć co się wtedy wydarzyło.

Ta seria będzie publikowana w środy, zaś głosować na koniec każdego rozdziału będzie można do poniedziałku, mniej więcej do godziny dwudziestej. Katarzyna jest potężnym magiem, dlatego też przyjdzie jej stawiać czoła znacznie niebezpieczniejszym sytuacjom niż Derrinowi, choć wcale nie oznacza to, że będą to starcia z potężnymi przeciwnikami. Zalecam ostrożność podczas wybierania drogi.

Cudownie! Udało mi się odkopać i zabezpieczyć jedną z czarnych skrzynek, które służą Geomantom do zabezpieczania swoich najcenniejszych ksiąg nim wyruszą na pole bitwy. Ta konkretna była zakopana w zagajniku na odludziu. Nigdy bym jej nie odkryła, gdybym przypadkiem nie natknęła się na niewielki menhir wzniesiony dla upamiętnienia jednej z niezliczonych bitw o Granicę Lasów. Jakieś sześć wieków temu armia Xi’Thaera Hodowcy, jednego z największych smoków jaki kiedykolwiek niszczył świat, rozbiła połączone siły Sojuszu krasnoludów i elfów, po czym wdarła się do Prastarych Puszcz, niewoląc ich mieszkańców. Na szczęście po trzystu latach udało się zabić tego potwora. Szybko przebiegam pamięcią po historii tych okolic, ale nie przypominam sobie już nic istotnego.

http://royalkitness.deviantart.com/art/Polymer-Clay-Black-Dragon-Box-203224424

Polymer Clay Black Dragon Box by RoyalKitness

Pod wpływem mojego zaklęcia skrzynka wynurzyła się z ziemi, odsłaniając przepięknie wykonane runy. Drobne fale wzruszyły ziemię na parę kroków ode mnie, ale po chwili wszystko się uspokoiło nie pozostawiwszy żadnych śladów. Ha, mało który Geomanta przejmuje się taką delikatną robotą. Większość z nich po prostu wyrzuciłaby ziemię znad skrzyni by ją wyciągnąć. Pojemnik jest wspaniale wykonany, od razu widać, że ukształtowała go ręka prawdziwego mistrza. Wieko ozdobione szlachetnymi kamieniami, ułożonymi w stylizowane smocze oko. Normalnie oznacza to tajemnice wojenne, ale ten szczególny styl nawiązuje do kultury ludzi pustyni. Nie jest to standardowy kod Geomantów, tego jestem pewna. Runy, wyryte na bokach, wymieniają trzydzieści cztery osoby, prawdopodobnie oddział ze specjalnym zadaniem. Zastanawia mnie czy Geomanta ukrył swoje nazwisko pośród nich, schował je we wnętrzu skrzynki czy w ogóle go nie pozostawił dla potomnych. Menhir zaś nie zawierał listy imion, jedynie ogólną dedykację poległym, więc podążając tym tropem także niczego się nie dowiem. To bardzo dziwne, zmarły, którego imienia nie zapisano na menhirze staje się niespokojnym upiorem.

Złapałam się na tym, że znów odruchowo gładzę ręką mojego golema. Zdarza mi się to prawie zawsze, gdy muszę się nad czymś zastanowić. Wydaje mi się, że nie powinnam otwierać tutaj skrzynki, lepiej będzie wynająć bezpieczne pomieszczenie w mieście.  Tam będę mogła upewnić się, że nie ma w niej żadnych pułapek ani niebezpiecznych zaklęć. To będzie nieziemsko wciągające zajęcie, czuję się niczym dziewczynka patrząca na pudełko z prezentem, który ma dostać za parę dni. Na szczęście zdejmowanie opakowania będzie w tym wypadku równie zajmujące co poznanie zawartości.

Niestety, jakiś czas po wykopaniu skrzynki, dotarł do mnie krasnoludzki kupiec, Derrin Oathmaster. Kojarzę to nazwisko, ktoś z jego rodziny jest niebywale zdolnym uczniem Geomantów. Nie mam jednak czasu zajmować się krasnoludem, który słyszy Szepty. Ale nie mam zamiaru go też zabijać, co jest jednym z najważniejszych zadań Geomantów, ani zostawić samemu sobie. Nie przypominam sobie, by w okolicy był ktoś zdolny mu pomóc, więc wyjaśniłam mu jak trafić do Pasterza Pająków i Hannibala Starego. Osobiście nie znam żadnego z nich, ale słyszałam że nie ma na północy nikogo zdolniejszego od tej dwójki. Jestem przekonana, że Pasterz zechce pomóc krasnoludowi, choćby ze względu na dawny Sojusz Matecznika z Królem Gór. Choć to drzewiec, to ponoć rozsądny i energiczny. Co zaś tyczy się Hannibala, to wiem że jest, albo był, uzdrowicielem dla wyższych oficerów, choć nie pamiętam z jakiego państwa. Napisałam Derrinowi list polecający i wysłałam go dalej, a sama powróciłam do mojego odkrycia.

Gdyby tylko nie patrzył na mnie jak na małą, zagubioną dziewczynkę, to nawet bym mu pomogła. Chyba wszyscy mężczyźni są tacy sami. Kobieta ma siedzieć w bezpiecznym domu, dbać o rodzinę, a mąż ma ją utrzymywać. Właśnie przez takie przekonania nie mogę zasiadać w radzie Geomantów. Stare krasnoludy uważają chyba, że kobieta nie jest dość silna, by rządzić wraz z nimi. Albo, że jestem zbyt głupia. To właśnie z powodu takiego traktowania wybudowałam i zaklęłam swojego golema. Owszem, części wykuli dla mnie kowale, ale to tylko dlatego że oni się na tym znali, a ja nie. Nie wystarczyło to jednak do udowodnienia Geomantom, pośród których żaden nie ma takiego sługi, że jestem im równa. Może nawet od wielu z nich lepsza, choć tego im nie powiedziałam. To tylko pogrzebałoby moje szanse na ich akceptację i uznanie.

Dlatego też podróżuję po granicy Prastarych Puszcz i ludzkich krain, w poszukiwaniu skarbów, które zaginęły podczas wojny ze smokiem. Liczę, że w ten sposób posiądę dość mocy i wiedzy, by wymusić na starcach z rady przyjęcie mnie do swojego grona. Na razie odkryłam jedno potencjalne źródło tajemnic, ukryte w skrzyni zmarłego Geomanty. Nawet jeżeli będzie to tylko i wyłącznie spis zmarłych wojowników czy jego dziennik, to wystarczy, by nieco podnieść moją reputację w mieście. Kolejny kroczek na drodze do należnego mi miejsca w radzie.

Hmm. Co powinnam teraz zrobić?

W okolicy nie ma zbyt wielu źródeł many, więc próba otwarcia skrzynki i poznanie jej sekretów tu i terazhttp://axcido.deviantart.com/art/Belren-the-Dwarf-362774107 byłaby ryzykowna. Raczej nic mi się nie stanie, ale mogłabym utracić jej zawartość. Do tego niepokoi mnie fakt, że Derrina zaatakowało smocze dziecię. To sugeruje, że w okolicy wykluły się pisklęta z jakiegoś zaginionego gniazda. Co oznacza, że jeśli zacznę zbierać manę niezbędną do zajęcia się skrzynką, to one mogą zechcieć się na mnie pożywić. Nie stanowią dla mnie zagrożenia, prawdopodobnie wystarczy tylko aktywowanie programu Mściciela w moim golemie, ale mogą zagrozić skrzynce i jej zawartości.

Najbliższe miasto to Leśny Targ, nieco ponad dzień marszu stąd. Powinno być tam już spokojnie, skoro skończyło się handlowanie na ten miesiąc. Tam mieszka tylko jeden mag, uzdrowiciel który wygląda niczym włochata bestia. Ale wbrew pozorom jest to miły człowiek, skłonny do współpracy i pomocy. Mogłabym wynająć go jako asystenta, gdyby okazało się, że skrzynka ma jakieś niestandardowe zabezpieczenia, których nie mogłabym samodzielnie unieszkodliwić lub ominąć.

Mogłabym też ruszyć na południe, głębiej w Dominium. Tam jest tylu magów, że bez problemu zdołam wynająć kogoś do nudniejszych części otwierania skrzynki. Poza tym tam też znajduje się cud nowoczesnego świata, biblioteka publiczna, do której każdy może wejść i poznać dowolną z przechowywanych tam ksiąg. Mogłaby to być nieoceniona pomoc podczas rozszyfrowywania zawartości skrzynki. Niestety, najbliższe miasto jest około pięciu dni drogi ode mnie. Zakładając, że znajdę Bramy z których będę mogła ściągnąć manę, by przyspieszyć podróż zaklęciami. Jeśli nie, to mogę stracić półtora tygodnia nim zacznę pracować nad skrzynką.

Pozdrawiam,
Devisto.

Reklamy