Rozdział VI: Złamana klątwa

Posted on 15/04/2015 - autor:

6


Cześć Pora na kolejny rozdział przygody, osadzonej w świecie i mechanice gry planszowej Brama, którą możesz ściągnąć, w wersji do wydruku, za darmo z mojego bloga. Dokładniej z tego wpisu.

Dziś nie będzie głosowania, tym razem możliwości są całkowicie w waszych rękach. Po przeczytaniu tego rozdziału zachęcam do umieszczenia komentarza z opisem działania, które powinna podjąć Katarzyna. 22 IV 2015 zbieram do pięciu pomysłów, które najbardziej mi się spodobają, i otwieram głosowanie, które potrwa do 26 IV 2015. Kolejny rozdział będzie oparty na waszej decyzji, i pojawi się 29 IV 2015.

Jeżeli masz jakieś pytania odnośnie realiów, to nie wahaj się i pytaj. Postaram się odpowiedzieć jak najszybciej.

Przy okazji: kolejni magowie do wykorzystania w grze planszowej już niedługo zostaną udostępnieni. Obserwuj, drukuj i graj.

___

Pośród krasnoludów nie ma chyba nikogo, kto w ogóle pomyślałby o wychowaniu smoczego pisklęcia. Przecież to właśnie jeden ze smoków zniszczył pałac Króla Gór, podczas gdy ten zmagał się ze zdradą własnego syna i szaleństwem Szeptów, krążącym pośród poddanych. Nie ma między nami nic ponad nienawiść i urazę. Ponadto smoki podbiły i zniewoliły Matecznik, naszego sojusznika.

Ale ja jestem Żelazną Damą. Przecież ja i tak jestem na krawędzi społeczeństwa, a nikt nie wygna geomanty z miasta. Wiem, że mistrzowie z rady geomantów zrobią wszystko, by uniemożliwić mi zajęcie należnego mi miejsca pośród nich. Mimo mojej mocy i dokonań. Ale czy naprawdę mogą stanąć mi na drodze, gdy przedstawię im dowód na to, że smoczydła mogą być czymś więcej niż wściekłymi zwierzętami czy znienawidzonymi dziwadłami? Jeśli to pisklę będzie zachowywało się jak krasnolud, to czy naprawdę będzie gorsze od nas?

Ale co jeśli okaże się, że to pisklę od wyklucia nienawidzi pozostałych istot? Nie zdoła mi zagrozić, ale czy ja zdołam zabić istotę, którą się opiekowałam? Jeśli to będzie jak zwykłe dziecko, dla którego będę matką, to czy bogowie i krasnoludy nie uznają mnie za wyrodną, niegodną życia i śmierci, kobietę? Czy ja nie uznam się za potwora, który zabije zaadoptowane dziecko? Czy zdołam wychować to pisklę i się do niego nie przywiązać?

Podczas moich rozmyślań skorupa jaja pęka, a bramy w promieniu paru metrów zakwitają, uwalniając manę, która powoli omywa moje ciało i spływa do pisklęcia. Czy tak wykluwają się smoczydła? Fascynujące. Wydaje mi się, że pisklę nie żywi się magią do momentu wyklucia. Możliwe, że skorupy tych jaj w jakiś sprytny sposób blokują przepływ many. Będę musiała je zachować i zbadać gdy skończę już ze skrzynką geomanty.

L’Kon przestał się śmiać i także zaczął przyglądać się zjawisku którego prawie na pewno nie widział nikt spoza smoczego rodu. A już na pewno nie przez ostatnie tysiąclecia. W miarę jak napływała mana, którą zidentyfikowałam jako manę smoków, co wcale nie było zaskoczeniem, skorupka pękała coraz bardziej, choć pisklę wciąż nie opuściło swojego jaja.

http://spikedmcgrath.deviantart.com/art/Hatchling-177574140

Hatchling by SpikedMcGrath

Aż w pewnym momencie skorupa zaczęła się wybrzuszać i powierzchnię jaja przebiła malutka, rogata głowa jaszczura na długiej szyi. Nagle mana wytworzyła potężny prąd wokół jaja i rozszarpała skorupkę, rozrzucając ją po okolicy. Na moich dłoniach leżała niewielka istotka o delikatnej, ciemnoczerwonej łusce. Jej małe, skórzaste skrzydełka powoli rozwijały się po raz pierwszy w życiu. Niepewnie stanęła na swoich czterech łapkach, opierając się o moje palce, i

I nagle poczułam się jakby piekielne otchłanie otworzyły się pod moimi stopami. Na moich dłoniach przeciągało się pisklę wyglądające niczym prawdziwy smok. Pisklę, które doskonale pasuje do opisów z ksiąg. Z tego jaja nie wykluło się smoczydło. Z tego jaja, wbrew boskiej klątwie, wbrew nienawiści tego świata, wykluł się smok.

„Ta bestia już zdołała owinąć się zaklęciami.” Słowa L’Kona ledwo do mnie dotarły, ledwo przebiły się przez zaciekawione, jadowicie zielone oczy pisklęcia. Co to znaczy? Czy to pisklę już teraz, całkowicie instynktownie, potrafi czarować? To nie jest możliwe. Nie ma takich istot. Ale to jest smok. Żywa magia, istota zdolna walczyć z bogami.

Gdy ja zamarłam w bezruchu, niepewna co powinnam zrobić, pisklę zaryczało. Nie wiem, czy to naprawdę był potężny ryk, który nie miał prawa wydostać się z tak małej istoty, czy tylko moje przerażenie zwielokrotniło ten dźwięk. To bez znaczenia, mana zareagowała na ten okrzyk, ochoczo, wręcz agresywnie skręcając się w zaklęcia.

Dopiero później zrozumiałam co się stało. Prastare, uśpione schematy, moce i zaklęcia, pozostawione setki, jeśli nie tysiące lat temu przez smoki, ożyły. Dźwięk, którego nikt nie usłyszał od tysięcy lat, aktywował kolejny krok smoczej intrygi. Dźwięk, który z woli bogów miał już nigdy nie rozbrzmieć, sprawił, że w okolicy momentalnie zakwitły nowe bramy. Smoczy ród zdołał przeciwstawić się bogom i złamać klątwę, która miała go powstrzymać.

„Ten wir many na pewno ściągnął już uwagę wszystkich magów z okolicy. Podejrzewam, że wszyscy z nich, będący w zasięgu sześciu dni, właśnie rzucili swoje zajęcia i ruszyli, by zobaczyć co się stało. Oddaj mi pisklę.” L’Kon. Znowu opanowany, tłumaczący przygłupiej uczennicy oczywiste fakty. Czy każdy z nich traktuje kobiety jak podistoty? Czy oni wszyscy uważają, że mogą mi rozkazywać? Czy wydaje mu się, że oddam mu smoka? Jestem mistrzem geomantą, a nie małą dziewczynką!

Gwałtownie odwróciłam się w jego stronę, wciąż z pisklęciem w dłoniach. Miałam zamiar mu wygarnąć w paru słowach jego ton, ale mnie zaskoczył. Skorzystał z mojej nieuwagi oraz naiwnego zaufania i przywołał dwóch wojowników. Obawia się pisklęcia czy mnie? Mój golem powinien powstrzymać przywołańców L’Kona, a szalejąca w okolicy mana zapewni dość mocy, bym zdołała rzucić najpotężniejsze ze znanych mi zaklęć. Ale on także jest w stanie wykorzystać całą swoją wiedzę. Niebezpieczna sytuacja.

„Powiedz mi co chcesz zrobić. Może uda nam się rozwiązać ten problem zanim pojawią się inni.”

Pozdrawiam, Devisto.

Reklamy