naRzuta lato ’15: klątwa żelaznego elfa

Posted on 23/09/2015 - autor:

0


Cześć
Studyjko wyskoczyło z ciekawostką dotyczącą postaci niezależnych. Zadanko proste i ciekawe, więc nie tylko zachęcam do zapoznania się z moimi pomysłami, ale i udziału. Choć czasu zostało niewiele.
Ponadto kilka odpowiedzi osiągnęło identyczny wynik w głosowaniu na kolejny krok głównego bohatera w grze paragrafowej, więc ankieta będzie otwarta jeszcze przez kilka dni. Zapraszam do przeczytania i głosowania.
Klątwa żelaznego elfa to motyw dla kampanii, który nie został wykorzystany. Ot, bohaterowie nie wrócili już do miasteczka. Teraz, nie zwlekając dłużej prezentuję:

Klątwę żelaznego elfa.

http://brian-garabrant.deviantart.com/art/Necro-390326526

Necro by Brian-Garabrant

Dwanaście lat temu na placu kaźni w mieście Venger dokonał swojego żywota ostatni z okolicznych elfów. Czarnoksiężnik, nekromanta i zaprzysięgły wróg ludzi przez wiele lat terroryzował te ziemie. Złapali go podróżnicy, nieledwie bandyci, dumnie zwący się poszukiwaczami przygód. Nikt nie przejmował się historią tego miasta, ludzie byli pewni siebie i swoich praw. Uważali, że samo zamieszkiwanie na danej ziemi przez cztery pokolenia daje im prawo do rozporządzania nią wedle swojego uznania. Nie miało znaczenia, że ich sąsiadami są te same elfy, które na własne oczy oglądały przybycie pierwszych osadników. Które pomagały osiedlić się młodym, bezradnym ludziom.

Pewnego dnia lord, pan i władca tego miasta otrzymał rozkaz od swojego seniora:
„Należy pozbyć się wszystkich nieludzi.”

Tak oto zaczęła się nierówna walka. Elfi magowie mogli błagać las i zwierzęta o pomoc, jednak nie byli w stanie przeciwstawić się okutym w stal i uzbrojonym w miecze rycerzom. Elfowie byli systematycznie wymordowywani. Tych, których pojmano odsyłano dalej, do stolicy aby uczeni oraz magowie mogli zbadać żywe okazy. Wojna, której powody nigdy nie dotarły w te okolice, zebrała krwawe żniwo. Ot tak. Z powodu jednego zdania dokonano masowego mordu. Ludzie zwyciężyli.

Lecz to był tylko początek ich kłopotów.

Otóż Gallahas był wyjątkowy. Przeżył wojnę, której nie przeżył nikt z jego wioski. Podróżował wiele w poszukiwaniu duchów lasu, które zechciałyby go czegoś nauczyć. Gdy powrócił, z nadzieją spotkania swojej ukochanej, zastał tylko pobojowisko. Wszędzie leżały zwłoki elfów, pocięte mieczami czy porąbane toporami. Nikogo chyba nie dziwi nienawiść, którą poczuł do ludzi. Cała jego sympatia do tych młodych i nieporadnych istotek wyparowała w mgnieniu oka. Gdybyż tylko był na miejscu…

Niestety, nie był w stanie już nic na to poradzić. Gdy zaś usłyszał od duchów lasu, że nie pomogą mu w przywróceniu jego przyjaciół do życia… Gdy po raz pierwszy w swoim długim życiu poczuł ból utraty ukochanej osoby, jej nieodwracalną śmierć… Na nieszczęście ludzi wcale nie zamierzał się poddać. W trakcie swoich podróży Gallahas usłyszał o nekromancji. Nie było to wiele, jednak wystarczyło mu aby rozpocząć badania. Na początku się ukrywał, poszukiwał mocy ukrytej w martwych ciałach. Później zaczął badać duchy lasu. Te same, które zlekceważyły jego błagania o pomoc. Owszem, cierpiały, jednak miało to doprowadzić nekromantę do odkrycia najważniejszego sekretu.

Nie zdołał jednak przywrócić swoich do życia. Duchy lasu nie są elfami, ich magia jest inna. Niekompatybilna. Zaczął więc porywać ludzi, choć nie myślał o tym w kategoriach zemsty. Pragnął tylko przywrócić zamordowanych do życia. Wtedy też lord, wnuk władcy który wymordował elfy, nakazał pojmanie czarnoksiężnika i stracenie go. Stal i ogień ludzi bardzo skutecznie zmierzała do Gallahasa. Był już ostatni, całkowicie osamotniony. Nie istniało nic, czego utraty mógłby się obawiać. Zdecydował więc o przekształceniu lasu. W rytuale okaleczającym okoliczne duchy stworzył on bagna Udręczonego Śmiechu. Miejsce przeklęte, pełne oszalałych od bólu duchów.

To powstrzymało armię od zwycięstwa. Niebezpieczny teren, agresywne i magiczne istoty oraz ukrywający się przeciwnik to nie jest sprawa dla armii. Rycerze i wojownicy musieli się wycofać, zaś nekromanta pracował nieprzerwanie. Wieść o hojnej nagrodzie sprawiła, że pojawiło się wielu bohaterów. Byli wojownicy, magowie i paladyni. Wielu łowców także próbowało swoich sił, jednak nie osiągnęli niczego. Co gorsza nawet ich poświęcenie oraz przeprowadzone na nich badania nie przybliżyły Gallahasa do złamania śmierci. Mijały kolejne pory roku, aż pojawili się bohaterowie, jak ich określili mieszkańcy. Przebyli oni przez bagna Udręczonego Śmiechu i pokonali Gallahasa. Zdołali pojmać go żywcem i sprowadzili do miasta, gdzie został ścięty.

To właśnie wtedy Gallahas nie przekroczył granicy, którą przez długie lata próbował złamać. Ścięto go, jednak zdążył on poznać ludzi oraz ich magię. Dawno temu przestał uznawać granice wiedzy, wytyczone przez jego przodków, bogów i duchy lasu. Rozumiał on stal i żelazo, znał ich magię znacznie lepiej niż nekromancję. Ot, wrodzony talent… Talent, który nie mógł się rozwinąć za życia jego rasy miał przyczynić się do pomszczenia ich śmierci.

Gdy ścięto Gallahasa jego dusza rozpadła się na tysiące kawałków. W nieusłyszanym przez żadnego człowieka okrzyku szaleństwa fragmenty jaźni elfiego nekromanty opętały wszystkie żelazne bronie w mieście. Miecze, topory, noże. Wszystko zawierało fragment nienawiści Gallahada. Jego ciało spalono, obecny mag Gilleam był pewien, że to nareszcie koniec elfiej wojny. Nie mógł się bardziej pomylić. Jeśli w ogóle się pomylił.

Dziś Venger posiada najwyższą liczbę przypadkowych samobójstw w całym królestwie. Raz na tydzień ktoś potyka się, idąc z nożem i upada tak nieszczęśliwie, że wbija go sobie w serce lub oko. Czasami ktoś poślizgnie się na zagubionej monecie i rozbija sobie głowę o bruk. Mówi się, że to zemsta jakiegoś ducha lasu, okaleczonego przez elfiego nekromantę. Różni ludzie twierdzą, że widzieli widmową postać, spacerującą po cmentarzu i wołającą o pomstę na mordercach elfów.

Co jest wierutną bzdurą. Gallahas w końcu odzyskał świadomość. Czy też raczej stworzył ze swoich odłamków świadomość roju. Polubił swój nowy głos, który ludzie słyszeli jako brzęk metalu. Zaakceptował ból ostrzenia i przetapiania, choć nie można powiedzieć aby nie pogłębiło to jego szaleństwa. Dopiero niedawno odkrył jak może rzucać klątwy swoim nowym ciałem. Jeszcze nie wszystko pojmuje, nie wie dlaczego wciąż istnieje na tym świecie. Nie wie jak poprzednie zmysły zastąpiło mu to, czym operuje dzisiaj. Nie jest pewien jak to wykorzysta. Nie ma także pojęcia ile lat minęło. Nie wie ile czasu zajmie mu odtworzenie ciała.http://img08.deviantart.net/56e3/i/2005/092/2/4/sword_soul_edge_by_dora85.jpg

Nie wie też co się stanie, gdy Gilleam zbierze wszystkie fragmenty skrywające jaźń Gallahasa i przetopi je w jedną broń. Może mu na to pozwoli? Może go za to zabije? Jeszcze nie zdecydował.

Niestety, jedno jest pewne.
Mieszkańcy Venger odpowiedzą za swoje zbrodnie.

Pozdrawiam,
Devisto.

Reklamy
Posted in: Uncategorized